Moja wielka wyszukiwanka Przedszkole to fantastyczna pozycja dla dzieci, które rozpoczynają swoją przedszkolną przygodę. Na każdej rozkładówce znajdziemy dużą ilustrację, opis dnia oraz kilka przedmiotów do odnalezienia na bazowym obrazku. Ilustracje są ładne, kreska jest delikatna i łagodna, typowo dziecięca.
Moja europejska rodzina to niezwykłe, nowatorskie, a zarazem osobiste spojrzenie genetykę i geny, które w zdumiewający sposób odsłania dzieje pewnej rodziny oraz dowodzi wspólnej historii wszystkich europejskich narodów.
Produkty rekomendowane. Tomik poezji baczyńskiego. Moja wielka Biblia Książka religijna już od 16,71 zł - od 16,71 zł, porównanie cen w 25 sklepach. Zobacz inne Religia, najtańsze i najlepsze oferty, opinie..
Znana z „Pamiętnika wściekłej żony dziarska siedemdziesięciolatka Madea Simmons znowu w akcji. Jak zawsze, kiedy trzeba walczyć o podtrzymanie więzi rodzinny
Informacje o MOJA EUROPEJSKA RODZINA Bojs Karin PROMOCJA nowa - 7377174696 w archiwum Allegro. Data zakończenia 2018-06-30 - cena 30,11 zł
mulutmu adalah harimaumu makna dan pihak tertuju. Recenzje Anna R. Nasze dziedzictwo mówi o nas więcej, niż możemy przypuszczać. To, kim jesteśmy, jest zdeterminowane przez nasze korzenie, pochodzenie. Dzięki stworzeniu drzewa genealogicznego możemy dokładnie poznać swoją rodzinę, nawet najdalszych potomków, a także mamy szansę dowiedzieć się więcej o nas samych. "Moja wielka rodzina" jest wspaniałą pozycją, która zachęca do poznania własnych korzeni, pogrzebania w głęboko ukrytych kuferkach z pamiątkami babć czy dziadków, wypytania ich o zdjęcia, wspomnienia, a wreszcie szukania różnic i podobieństw między kolejnymi pokoleniami. Wyruszcie w niezwykłą mentalną podróż w nieznane, cofnijcie się ze swoimi dziećmi w czasie i przekonajcie się na własnej skórze, jak wielkie znaczenie dla teraźniejszości ma przeszłość, nawet ta odległa. Wstęp tej nietuzinkowej książeczki przypomina, iż każdy był kiedyś dzieckiem, ma rodziców, dla których zawsze nim pozostanie. To wspaniały pretekst do rozpoczęcia z dzieckiem wyjątkowo refleksyjnej rozmowy, która z kolejnymi kartkami będzie nabierała coraz to bardziej emocjonalnego wydźwięku. Wspaniałym urozmaiceniem są fascynujące ciekawostki oraz pytania do czytelników, jakie silnie angażują i jeszcze bardziej zachęcają do zapoznania się z historią własnej rodziny. "Moja wielka rodzina" to pięknie wydana, wyjątkowa pozycja, która rozpala ciekawość o własnych przodkach oraz zachęca do stworzenia wizualnej reprezentacji rodowodu. Książka uzmysławia młodego czytelnika o tym, jak dużo łączy nas z przeszłością i jak wiele cech mogliśmy odziedziczyć nawet po nieznanych przodkach, ale też podkreśla, że nasze obecne czyny mają ogromny wpływ na przyszłość, dlatego należy postępować odpowiedzialnie i z rozmysłem. Piękna, wartościowa i niezwykle refleksyjna pozycja. Polecam gorąco!
Wykład Organizatorzy zapraszają na prelekcję pt. „Moja wielka wołyńska rodzina” poświęconą historii ludzi i miejsc związanych z polską kulturą kresową. Spotkanie poprowadzi Dariusz Kanak, który od wielu lat zajmuje się historią i gromadzeniem materiałów poświęconych kulturze kresowej. Współpracuje z Towarzystwem Miłośników Kultury Kresowej, Stowarzyszeniem Kresowian z Dzierżoniowa czy warszawskim środowiskiem żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej. Prowadzi grupę związaną z historią Wołynia w mediach społecznościowych. Wstęp na wydarzenie jest bezpłatny, Info Punkt Wrocławskiego Centrum Seniora przyjmuje zapisy na spotkanie pod numerem tel. 71 344 44 44. Wideo / zdjęcia Lokalizacja Wrocławskie Centrum Rozwoju Społecznego – WCRS pl. Dominikański 6, Wrocław Zobacz także
Moja europejska rodzina Karin Bojs dorastała w małej, niepełnej rodzinie, co niezwykle silnie odczuła w dniu pogrzebu matki. Aby ukoić ból po stracie, postanowiła dowiedzieć się czegoś więcej o sobie i swoich korzeniach. Wykorzystała w tym celu możliwości, jakie daje nowoczesna się w genealogię swojej rodziny na wiele pokoleń wstecz. Dzięki archiwom oraz badaniom genetycznym prześledziła dzieje swojej rodziny zarówno w okresie historycznym, jak i przedhistorycznym. Odkryła nie tylko wiele informacji o swych przodkach, lecz również to, że prawie wszyscy ludzie są ze sobą w jakimś stopniu badaniach pomagali jej liczni naukowcy: genetycy i swojej książce Karin Bojs zabiera czytelnika w fascynującą podróż po Europie w czasie i w przestrzeni. Przemierzymy z nią tereny północnych Niemiec z czasów neandertalczyków i poznamy kromaniończyków z Francji. Moja europejska rodzina pełna jest zdumiewających faktów. Zwiedzając starożytne jaskinie, autorka dowiedziała się, że jej przodkowie żyli w ich okolicy wtedy, gdy powstawały malowidła naskalne. Ponowna, dokładniejsza analiza DNA wykazała, że genom Karin Bojs zawiera geny Lapończyków, a ona sama jest potomkinią łowców zbieraczy z epok brązu i żelaza oraz żyjących w późniejszych czasach europejska rodzina to niezwykłe, nowatorskie, a zarazem osobiste spojrzenie na genetykę i geny, które w zdumiewający sposób odsłania dzieje pewnej rodziny oraz dowodzi wspólnej historii wszystkich europejskich książka popularnonaukowa […] lektura obowiązkowa w wypadku każdego, kto zamierza się poddać pobraniu próbki DNA […] otwarcie przedstawia jasne i ciemne strony ReviewsWnikliwa i niezwykle osobista opowieść kierowana do czytelników zainteresowanych prehistorią Europy, genealogią i Hirschbiel, Library JournalSkrupulatna, zawsze na bieżąco i w żadnym wypadku nie nudna Karin Bojs zamaszyście kreśli obraz ewolucji człowieka, podpierając się wynikami setek badań naukowych […] ukazuje, jak genetyka zrewolucjonizowała nasze postrzeganie Altenberg, „The Wall Street Journal“Fascynująca opowieść o poszukiwaniach genealogicznych Karin Bojs. Zagłębiła się ona w historię swoich przodków aż 54000 lat wstecz; to wtedy dzięki krzyżówce neandertalczyka i Homo sapiens powstał współczesny Europejczyk. […] To historia człowieka od epoki kamienia łupanego do epoki żelaza (epoka wikingów) z naciskiem na genealogię genetyczną (badania DNA) i uwzględnieniem ciemnych kart genetyki (biologia rasowa; nazizm, stalinizm).Urszula Gardner, tłumaczka książki Kategorie: Książki » Publikacje akademickie » Nauki przyrodnicze » Biologia » Biologia molekularna, Biofizyka Książki » Literatura faktu » Biografie Książki » Publikacje akademickie » Nauki humanistyczne » Historia » Historia powszechna » Historia poszczególnych krajów i krain » Historia Europy Książki » Literatura naukowa i popularnonaukowa » Książki popularnonaukowe Książki » Publikacje specjalistyczne » Nauki przyrodnicze » Biologia » Biologia molekularna, Biofizyka Książki » Publikacje specjalistyczne » Nauki humanistyczne » Historia » Historia powszechna » Historia poszczególnych krajów i krain » Historia Europy Język wydania: polski ISBN: 9788365743947 EAN: 9788365743947 Liczba stron: 448 Wymiary: Waga: Sposób dostarczenia produktu fizycznego Sposoby i terminy dostawy: Odbiór osobisty w księgarni PWN - dostawa do 3 dni robocze InPost Paczkomaty 24/7 - dostawa 1 dzień roboczy Kurier - dostawa do 2 dni roboczych Poczta Polska (kurier pocztowy oraz odbiór osobisty w Punktach Poczta, Żabka, Orlen, Ruch) - dostawa do 2 dni roboczych ORLEN Paczka - dostawa do 2 dni roboczych Ważne informacje o wysyłce: Nie wysyłamy paczek poza granice Polski. Dostawa do części Paczkomatów InPost oraz opcja odbioru osobistego w księgarniach PWN jest realizowana po uprzednim opłaceniu zamówienia kartą lub przelewem. Całkowity czas oczekiwania na paczkę = termin wysyłki + dostawa wybranym przewoźnikiem. Podane terminy dotyczą wyłącznie dni roboczych (od poniedziałku do piątku, z wyłączeniem dni wolnych od pracy).
Poligamia szerzy się nawet w krajach Europy W małym afrykańskim państwie Suazi doszło do niesłychanego skandalu. Król Mswati III oskarżył swoją 12. żonę o to, że zdradziła go z ministrem. Podobno małżonka monarchy Inkhosikati LaDube oraz szef resortu sprawiedliwości Ndumiso Mamba zostali przyłapani w łóżku w pokoju hotelowym. LaDube, byłą Miss Suazi, uwięziono w pałacu. 12. żona władcy i matka jego dwojga dzieci może zostać wygnana z kraju. Ministrowi Mambie, wcześniej serdecznemu przyjacielowi monarchy, grozi nawet egzekucja. Kochliwy Mswati, seksoholik Zuma 43-letni Mswati z zapałem praktykuje poligamię. Co roku urządzany jest taniec najpiękniejszych dziewic, które z obnażonymi piersiami pląsają przed władcą, ubranym w skórę leoparda. Król niekiedy wybiera sobie spośród nich kolejną towarzyszkę łoża. W Suazi szerzy się AIDS, śmiertelnym wirusem zarażony jest co czwarty mieszkaniec. W 2005 r. Mswati wezwał zatem poddanych do zachowania wstrzemięźliwości seksualnej przez pięć lat. Szybko sam złamał ten zakaz, biorąc jako dziewiątą żonę 17-letnią dziewczynę. Sumiennie wymierzył sobie za to karę, oddając jedną krowę. Królewskim żonom nie brakuje niczego – Mswati trwoni na potrzeby swoje, małżonek, potomstwa i dworu większość zasobów kraju – fama jednak głosi, że kobiety za murami pałacu wiodą smutne życie – szanse na spędzenie nocy w ramionach pana i władcy są znikome (Mswati ma przecież także kochanki). Nieustannie snute są intrygi dotyczące tego, który z coraz liczniejszych synów zostanie następcą tronu. Pewna matka podała monarchę do sądu, gdy Mswati rozkazał zabrać jej córkę ze szkoły jako kolejną małżonkę. Inna rodzina ocaliła dziecko przed losem królewskiej żony – wysłała dziewczynę za granicę. Jedynym poligamicznym szefem państwa jest obecnie prezydent Republiki Południowej Afryki, 69-letni Jacob Zuma z ludu Zulusów, piętnowany jako seksoholik nawet w ojczyźnie. Zuma ma trzy pierwsze damy. W kraju chętnie pokazuje się publicznie z całą trójką, za granicę zabiera zazwyczaj tylko jedną. Prezydent wstępował w związki małżeńskie aż pięć razy, jednak z Nkosazaną Dlamini, która była ministrem spraw wewnętrznych, rozwiódł się w 1998 r. Dwa lata później inna żona chutliwego Zulusa, pochodząca z Mozambiku Kate Mantsho, zginęła z własnej ręki. W liście pożegnalnym wyraziła życzenie, aby Zuma nie uczestniczył w jej pogrzebie. W ubiegłym roku prezydent RPA rozśmieszył prominentów zgromadzonych na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos, w Szwajcarii. Przekonywał, że poligamia należy do kultury jego kraju, problemem zaś są ludzie, którzy uważają własną kulturę za najlepszą. Wydawca tygodnika „Newsweek” Fareed Zakaria zauważył, że dla większości wyzwaniem jest życie w związku małżeńskim tylko z jedną osobą. Zapytał, czy prezydent kocha swoje żony tak samo. „Absolutnie!”, zagrzmiał radośnie Zuma, tatuś co najmniej dziewiętnaściorga dzieci. Kate Mantsho najwidoczniej nie mogła już wytrzymać tej miłości. Najsłynniejszym poligamistą Czarnego Lądu był Ancentus Ogwella Akuku z kenijskiego plemienia Luo, nazywany przez rodaków Niebezpieczeństwem, ponieważ jego uroda jakoby zniewalała kobiety. Zanim Akuku zmarł w ubiegłym roku w wieku 94 lat, zdążył poślubić ponad 100 żon, z których 85 odprawił pod zarzutem niewierności (tak naprawdę niektóre chciał wymienić na młodsze). Jurny Kenijczyk opowiadał, że życie w poligamii jest możliwe tylko dzięki „dyscyplinie i ciężkiej pracy”. Kobieta dla plebejusza Wielu uczonych wywodzi, że poligamia jest dla ludzkości stanem naturalnym. Według niektórych analiz, monogamia występuje tylko wśród 3% gatunków ssaków. Amerykański antropolog kulturowy George Murdock (1897-1985) przeanalizował 238 społeczeństw z różnych kręgów kulturowych. Tylko 43 spośród nich akceptowało monogamię jako strukturę rodzinną. W przeważającej większości wspólnot ludzkich, od Amazonii po Australię, obowiązywała poligynia, czyli wielożeństwo. Poliandria, związek kobiety z wieloma mężczyznami, występuje bardzo rzadko. Zazwyczaj liczba żon jest wskaźnikiem statusu społecznego i często jest ściśle regulowana. Król Aszanti w Afryce Zachodniej mógł mieć „najwyżej” 3333 małżonki. W państwie Inków naczelnikowi wsi przysługiwało siedem żon, tysięcznikowi sprawującemu władzę nad tysiącem wieśniaków – 15. Władca imperium Sapa Inka miał całe świątynie pełne najpiękniejszych dziewcząt. Ewolucyjnie poligynia jest korzystna – umożliwia najskuteczniejszym i dominującym mężczyznom rozprzestrzenienie swoich genów, ich kobietom zaś – życie w dostatku i urodzenie dzieci z genami ojców odnoszących sukcesy. Amerykańscy autorzy David Barash i Judith Lipton w książce „The Myth of Monogamy” („Mit monogamii”) twierdzą, że monogamia jako forma życia rodzinnego powstała w wyniku swego rodzaju równouprawnienia wszystkich mężczyzn, tak aby kobiet wystarczyło nawet dla najuboższych. „To prawdziwy triumf demokratyzacji. Zamiast chleba i igrzysk obiecano plebejuszom żony”, piszą Barash i Lipton. Najbardziej zamożni i wpływowi, do tej pory monopolizujący najpiękniejsze kobiety, zgodzili się na takie rozwiązanie, ponieważ zapewniało stabilizację, spokój i rozwój społeczny. Kobiet, przez wieki zależnych gospodarczo od mężczyzn, nikt o zdanie nie pytał, zresztą dla nich, potrzebujących żywiciela i opiekuna dla swoich dzieci, monogamiczne małżeństwo oznaczało liczne korzyści. Do rozpowszechnienia się monogamii w świecie zachodnim przyczyniły się obyczaje Greków i Rzymian, którzy chcieli być pewni, że przekazują majątek własnym dzieciom. W monogamicznych związkach zamknięte w domach żony nie miały wielu okazji do niewierności. Prawa rodzinne imperium rzymskiego przyjęło chrześcijaństwo (w Starym i w Nowym Testamencie nie ma zakazu poligamii). W islamie Koran pozwala wyznawcy na cztery żony, pod warunkiem że zapewni im utrzymanie i nie będzie żadnej zaniedbywał. Daje to jednak pole do wielu nadużyć. Mahomet nie zakazał rozwodów, toteż 68-letni Saudyjczyk Saleh al-Sajeri chlubi się tym, że poślubił legalnie aż 58 żon – rozwodził się z jedną i brał następną, najczęściej nastolatkę, tak że zawsze miał tylko cztery. Postępowanie Saleha i dużej grupy jemu podobnych budzi oburzenie wielu Saudyjek. Rządzący w Rijadzie nie zwracają jednak uwagi na kobiece protesty. Jak wynika z ankiety przeprowadzonej przez organizację Siostry w Islamie, większość malezyjskich kobiet żyjących w poligamicznych związkach odrzuca taką formę życia rodzinnego, ponieważ mężowie nie poświęcają im wiele czasu ani pieniędzy. Także 90% dzieci z takich związków w przyszłości nie zamierza praktykować poligamii. Obrońcy poligamii w Malezji twierdzą, że chroni ona kobiety przed cudzołóstwem i umożliwia nawet prostytutkom wyjście za mąż. Siostry w Islamie zapewniają, że nie sprzeciwiają się poligamii, wolą jednak monogamiczne małżeństwa. Mężczyźni, zwłaszcza na Zachodzie, snują na temat poligamicznych związków najodważniejsze fantazje, ale taki model życia rodzinnego ma wiele ciemnych stron. Kobiety często wolą mieć osobne domy, aby nie mieszkać z rywalkami. W 2009 r. 44-letni Milton Mbhele z Republiki Południowej Afryki podczas jednej ceremonii poślubił aż cztery żony. Najmłodsza z kwartetu, 21-letnia Smangele Cele, powiedziała: „Jestem szczęśliwa, aczkolwiek muszę dzielić męża z innymi. Nie będziemy mieszkały w jednym domu i uważały się za przyjaciółki. To wynika także z gorącej miłości, jaką Milton mnie darzy. A kocha mnie na wszelkie możliwe sposoby”. Piekło w sektach Wielożeństwo powszechne jest w niektórych sektach religijnych w USA, zwłaszcza w stanach Utah i Arizona. Kościół mormonów oficjalnie wyrzekł się poligamii w 1890 r., jednak wielu wyznawców praktykuje ją nadal. Istnieją ponadto wspólnoty religijne, które oderwały się od mormonów właśnie z powodu ich odejścia od wielożeństwa. Należy do nich Fundamentalistyczny Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, którego starszyzna naucza, że do nieba może wejść tylko ten mężczyzna, który ma co najmniej trzy żony. Przywódca sekty Warren Jeffs, mąż 40 kobiet, długo tropiony przez FBI, został w 2006 r. aresztowany w Los Angeles i skazany na dożywocie za to, że zmusił nieletnią do małżeństwa ze swoim żonatym kuzynem. Z relacji świadków wynika, że kobiety w sekcie traktowane są jak rzeczy i zwierzęta robocze. Dziewczęta zmuszane są często do małżeństw z własnymi ojcami i braćmi. Podejmują próby ucieczki, ponieważ jednak nie mają żadnych kontaktów poza sektą, zazwyczaj wracają lub są sprowadzane siłą. Przeważnie muszą żyć z zasiłku. Najwięcej odbiorczyń zasiłków socjalnych w USA wywodzi się właśnie z sekt poligamicznych. Starszyzna sekty robi wszystko, aby zmonopolizować dostęp do kobiet. Młodzi mężczyźni po prostu są wyrzucani ze wspólnoty. Zdaniem policji, z ośrodków sekty Warrena Jeffsa w Hildale i Colorado City usunięto ponad 400 tzw. straconych chłopców (Lost Boys). Straconych, ponieważ wychowani w izolacji młodzi ludzie nie potrafią poradzić sobie w nowoczesnym społeczeństwie, popadają w alkoholizm i narkomanię. 17-letni stracony chłopiec Gideon Barlow żalił się prokuratorowi: „Nie mogę pojąć, jak matka mogła mi zrobić coś takiego. Chciałem ją odwiedzić w Dzień Matki. Powiedziała, że nie chce mnie widzieć ani nie przyjmie żadnych prezentów”. 73-letni ojciec chłopaka ma ponad siedemdziesięcioro dzieci z ośmioma kobietami. Władze stanowe od kilku lat prowadzą energiczną walkę z sektami. Wielu poligamicznych policjantów i sędziów zostało zwolnionych z pracy. Ale religijne wspólnoty poligamiczne w USA rosną w siłę, przyrost naturalny jest w tych sektach bardzo wysoki, w hrabstwie Utah niemal taki jak w Bangladeszu. Prof. Harold Bloom z Uniwersytetu Yale przewiduje, że za jakieś 60 lat „Świętych w Dniach Ostatnich” będzie w Stanach Zjednoczonych tak wielu, że rządzenie krajem bez pomocy mormonów, którzy teologicznie nigdy nie zrezygnowali z wielożeństwa, okaże się niemożliwe. A wtedy poligamia stanie się pełnoprawnym modelem życia rodzinnego. Wielożeństwo nad Sekwaną W Europie związki poligamiczne są zakazane, jednak rozprzestrzeniają się wraz z napływem imigrantów z krajów islamu oraz tradycyjnych religii afrykańskich. Szacuje się, że we Francji mieszka ok. 30 tys. poligamicznych rodzin, liczących ogółem jakieś pół miliona ludzi – najwięcej w Unii Europejskiej. Jako przykład podawany jest Afrykanin, który w Aubervilliers pod Paryżem żyje z trzydzieściorgiem dzieci i czterema żonami w czteropokojowym mieszkaniu. Władze laickiej Francji często tolerują te praktyki przez szacunek dla tradycji. W 1980 r. Rada Państwa, czyli najwyższy sąd administracyjny, zezwoliła nawet poligamistom na łączenie rodzin. Nad Sekwanę napłynęły wtedy tysiące „drugich żon” z Mali, Senegalu, Gambii, Mauretanii i innych krajów. W 2005 r. zapłonęły francuskie przedmieścia, gdy młodzież, przeważnie o ciemniejszym kolorze skóry, wznieciła zamieszki. Minister pracy Gérard Larcher obciążył wtedy odpowiedzialnością za rozruchy także wielożeństwo w rodzinach imigrantów, które, jego zdaniem, powoduje aspołeczne zachowania. Poligamia, sprzeczna z francuskimi obyczajami, sprawia, że pracodawcy nie chcą zatrudniać dzieci z takich rodzin. Pozbawieni perspektyw młodzi ludzie skłonni są zaś do buntu – argumentował Larcher. W 2010 r. władze w Paryżu zakazały poligamii na małej wyspie Mayotte koło Madagaskaru, będącej terytorium zamorskim Francji. Wcześniej mężczyźni urodzeni przed 1987 r. mogli mieć tam po kilka żon. Francuscy urzędnicy podejmują też wysiłki, aby do monogamicznego życia skłonić imigrantów. Rezultaty, delikatnie mówiąc, są ograniczone. Mieszkająca we Włoszech Suad Sbai, prawniczka o marokańskich korzeniach, twierdzi, że w Italii mieszka co najmniej 14 tys. poligamicznych małżeństw. Opowiada, że kobiety w takich związkach mają o wiele trudniejsze życie niż w krajach pochodzenia. Mężowie wiedzą, że wielożeństwo nie jest akceptowane, więc ukrywają je i zabraniają żonom wychodzić z domu. Tolerancyjne władze Szwecji pozwalają azylantom, którzy mają dzieci z drugą żoną, sprowadzić potomstwo wraz z matką. We wrześniu 2011 r. organizacje muzułmańskie w Wielkiej Brytanii przyznały, że związki poligamiczne, o których 15 lat temu prawie nikt nie słyszał, stają się wśród wyznawców islamu w Zjednoczonym Królestwie coraz powszechniejsze. Mężczyźni biorą sobie drugą lub trzecią żonę w religijnej ceremonii zwanej nikka, w wyniku której stają się małżeństwem w obliczu Allaha, ale oczywiście nie wobec prawa. W razie potrzeby takie małżeństwo może rozwiązać imam, państwo nie ma nic do powiedzenia. Imran mieszkający w Birmingham tak uzasadnia swoje wielożeństwo: „Nie jest dobrze, jak żonaty człowiek ma kochankę. Lepiej poślubić drugą kobietę, co jest dla nas słuszne, legalne i całkowicie dozwolone”. Pochodzący z Pakistanu Imran ma ze swoimi dwiema kobietami sześcioro dzieci, państwo płaci im zasiłki wychowawcze. Żony brytyjskich poligamistów zazwyczaj nie chcą mieszkać razem, niekiedy nie chcą nawet się poznać. Czy uda się powstrzymać inwazję wielożeństwa na Stary Kontynent? Czy rację mają ci, którzy twierdzą, że w przyszłości poligamia stanie się dominującym modelem życia? Następstwem zapewne byłby chaos i zamieszki wszczynane przez mężczyzn, dla których zabrakło partnerek. Można przyjąć, że klasyczna poligamia nie zakwitnie w zachodnim świecie – powszechnym zjawiskiem staje się zaś poligamia ukryta, czyli monogamia seryjna – monogamiczne związki, ale na ograniczony czas. Podobne wpisy
Prehistoria i pochodzenie Europejczyków bywa drażliwym tematem. Są tacy, którzy chcieliby widzieć w odległej przeszłości samych aryjskich przodków. Inni marzą o Wielkiej Lechii. Dla wielu nie do pomyślenia jest, że rewolucja rolnicza w Europie to wynik działań imigrantów. Jeszcze inni są ciężko oburzeni na myśl, że ludzie mogliby krzyżować się z neandertalczykami czy się to absurdalne, bo mówimy o czasach niezwykle odległych, które mają minimalne przełożenie na to kim dzisiaj jesteśmy, zwłaszcza że większość z nas, zwłaszcza w Polsce, ma niezwykle międzynarodową galerię przodków. Jednak historia, także prehistoria, zawsze należała do nauk najbardziej narażonych na ingerencję polityczną. Na szczęście od kilkudziesięciu lat w analizie materiałów kopalnych pomaga genetyka, a badania genetyczne praeuropejczyków przyspieszyły w ostatnich kilkunastu latach z upowszechnieniem tańszych metod analizy kopalnego tych badań, a także płynące z nich wnioski, przedstawia w swojej książce „Moja europejska rodzina” szwedzka dziennikarka Karin Bojs. Bojs to szefowa działu naukowego „Dagens Nyheter”, jednego z największych szwedzkich dzienników. Genetyka i prehistoria to jej zainteresowania wynikające z poszukiwań własnych kartach książki autorka prowadzi nas przez historię Europy, począwszy od momentu, gdy 54 tys. lat temu na nasz kontynent dotarli pierwsi homo sapiens, których potomkowie żyją do dziś, aż po czasy Wikingów, czyli średniowiecze. Nie jest to jednak klasyczny, chronologiczny wykład. Zamiast tego Bojs zabiera nas w podróż śladami jej podała dokładnej analizie swój genom, a także genomy najbliższych krewnych od strony ojca. Genetycy, dzięki pewnym mutacjom w kodzie DNA, są w stanie dzięki temu określić z jakich prehistorycznych grup wywodzą się jej przodkowie. Wraz z autorką podróżujemy po całej Europie, szukając śladów trzech wielkich fal prehistorycznych migracji: łowców sprzed 54 tys. lat, którzy krzyżowali się z neandertalczykami, rolników z Bliskiego Wschodu, którzy dotarli do Europy ok. 8 tys. lat temu i pasterzy ze stepów Azji Środkowej, którzy ok. 4 tys. lat temu przynieśli do Europy języki indoeuropejskie, którymi mówi większość mieszkańców naszego opisuje kluczowe odkrycia oraz wnioski wyciągane przez archeologów i genetyków. Wspomina również o konfliktach w środowisku naukowym, bo nie wszyscy naukowcy przyjmują koncepcje „migracjonistów”, jakoby rolnictwo i hodowla zostały sprowadzone do Europy z zewnątrz. Autorka opisuje nie tylko badania DNA ludzi prehistorycznych, ale także ich upraw czy domowego inwentarza. Z kart książki wyłania się fascynująca historia rozwoju ludzkości oraz stosunkowo szerokich kontaktów między pierwotnymi społecznościami, oddalonymi nieraz o setki kilometrów, co dla prehistorycznych ludzi stanowiło niebagatelną śledzi migracje swoich przodków i dochodzi do wniosku, że choć często migracje stanowiły siłę napędową rozwoju społeczeństw, to jednak nie były one powszechne, bo migrowały znikome odsetki populacji. Nie zawsze były też dobrowolne. Autorce udało się z dużym prawdopodobieństwem ustalić, że w jej żyłach płynie krew branki uprowadzonej przez Wikingów gdzieś z północnej Szkocji lub przypominam sobie, by ktoś w Polsce pisał o prehistorii tak ciekawie, a jednocześnie z szacunkiem dla aktualnego stanu wiedzy. Warto też pochwalić wydawnictwo Insignis. Książka wydana jest w pięknej, twardej oprawie, w bardzo dobrym tłumaczeniu. Dodatkowo, co rzadkie w książkach popularnonaukowych autorstwa dziennikarzy, polskie wydawnictwo zatrudniło redaktor naukową (antropolog dr Małgorzatę Bonar z Uniwersytetu Wrocławskiego), która w kilku miejscach dopowiada szczegóły, które Bojs pominęła lub gdzie pomyliła pewne książka nie jest bez wad. Największą jest sam sposób narracji, czyli podążanie za przodkami autorki. Po pierwsze powoduje to zawężenie perspektywy. Autorkę interesują głównie te fale migracji, które docierały do Szwecji, znacznie mniej to, co działo się na innych obszarach kontynentu. Po drugie od czasów Wikingów do współczesności Bojs zamyka się w Szwecji, odnosząc się do rejonów i wydarzeń z historii tego kraju, które niewiele będą mówiły polskiemu czytelnikowi. Stąd końcówka książki jest znacznie mniej ciekawa niż początek traktujący o „Moja europejska rodzina” stanowi znakomite wprowadzenie w prehistorię Europy oraz losy człowieka w czasach sprzed nadejścia państwowości. Każdy kto chce wiedzieć więcej o naszych odległych przodkach powinien zapoznać się z tą Krzemień
moja wielka europejska rodzina