Witajcie Ojcowie, Przyjaciele, Żeglarze; W ślad za ostatnim maile, niniejszym oficjalnie ogłaszam rozpoczęcie zapisów na XIV Mazurski Rejsów Ojców z Dziećmi! Dla przypomnienia przesyłam ponownie
Apel z okazji Dnia Ojca do wszystkich ex partnerek i ex żon utrudniających kontakty ojców z dziećmi. Ps. Naturalnie proceder odwrotny też się
⛵Zapraszamy ojców z dziećmi na VIII edycję wyprawy po #skarbGalindów ️ kierunek Giżycko 26.08-02.09 pożegnanie wakacji Będzie wszystko co do ⛵Zapraszamy ojców z dziećmi na VIII edycję wyprawy po #skarbGalindów ️ kierunek Giżycko 26.08-02.09 pożegnanie wakacji Będzie wszystko co do szczęścia potrzebne: uśmiechy i
Tygodniowy pobyt dla ojca z dzieckiem – zakwaterowanie w pokoju z łazienką – 3.500 pln. Tygodniowy pobyt dla ojca z dzieckiem – zakwaterowanie we własnym namiocie – 2.500 pln. Drugie dziecko – opłata 500 pln. Co obejmuje cena: Zakwaterowanie w wybranym standardzie; Produkty spożywcze na cały pobyt
Interpretacja piosenki. Tekst stworzył (a) Marcin Kuca. „Będziemy dziećmi” to kawałek, który ma za zadanie przypomnieć nam, kim tak naprawdę jesteśmy. Zeus trafnie komentuje tu naszą naturę, zwracając uwagę na to, że człowiek w ciągu swojego życia nakłada na swoją twarz coraz większą liczbę masek, coraz bardziej
mulutmu adalah harimaumu makna dan pihak tertuju. „Daleki rejs” to jedna z wielu minipowieści Anny Onichimowskiej skierowanej do dzieci i młodzieży. Tym razem autorka porusza istotny problem wychowywania się dzieci w niepełnych rodzinach. Pokazuje tę sytuację z perspektywy dziecka, które tęskni i pragnie spotkać drugiego rodzica. Głównym bohaterem utworu jest kilkuletni Paweł. Mieszka wraz z mamą i bratem, zaś jego ojciec odszedł już dawno. Czasem chłopiec nie potrafi przypomnieć sobie jego twarzy. Nie dowiadujemy się, czy tata Pawła nie żyje, czy też po rozstaniu z jego mamą pragnął zniknąć z życia byłej rodziny. Paweł wciąż poszukuje rodzica, pragnąc odnaleźć go nawet wśród przypadkowych przechodniów. Podobną tęsknotę czuje młodszy brat Pawła – Kuba. Zmienia się po odejściu ojca i popada konflikt z bratem. Aby się do niego zbliżyć wymyśla podstęp. Jego pomysł w pełni się udaje, a rodzina zbliża się do siebie. Bracia wiedzą, jak ważni są dla siebie rejs - czas i miejsce akcji Czas akcji nie jest dokładnie określony. Możemy jednak stwierdzić, że są to czasy współczesne. Akcja trwa do jesieni do wiosny. Dowiadujemy się o tym z krótkich zapisów określających pogodę. Na początku na dworze robi się coraz zimniej. Pada deszcz i wieje wiatr. Potem następuje Gwiazdka – chłopcy otrzymują prezenty. Ferie świąteczne spędzają razem. Kolejny okres także nie sprzyja zabawom na podwórku. Chłopcy kolejno przeziębiają się. Następują coraz cieplejsze dni. Można już wybrać się na ścieżkę zdrowia (czynią to mama i Kuba). Akcja kończy się na dziewięćdziesiąt dwa dni przed wakacjami, które Paweł ma spędzić u dziadka. Nie wiemy także dokładnie, kiedy odszedł od rodziny tata – możemy się domyślać, że było to ponad rok przed wydarzeniami z powieści, ponieważ Paweł jako narrator wspomina o tym, że już dwukrotnie przygotował na święta prezenty dla nieobecnego ojca. Miejscem akcji jest przede wszystkim dom Pawła i Kuby, w którym o chłopców dba mama. Ponadto ważna jest szkoła i droga Pawła ze szkoły. Na jej trasie rośnie kasztanowiec, w którego dziupli znajdują się wiadomości od Tajemniczego Dżejmsa. Istotny jest dom dziadka na wsi, gdzie chłopcy spędzają wakacje. Wyimaginowaną przestrzenią jest miejsce planowanego dalekiego rejsu, o którym marzą rejs - problematyka Mimo skromnej fabuły „Dalekiego rejsu” ta mini powieść dla dzieci i młodzieży, ale także dla dorosłych, porusza wiele problemów. To przede wszystkim utwór o wychowywaniu się w niepełnej rodzinie, w której brakuje taty. To także opowieść o poszukiwaniu przyjaźni, sile marzeń oraz o trudnych relacjach między rodzeństwem. Autorka oczami głównego bohatera i narratora – Pawła – pokazuje, jak wygląda życie w domu bez ojca, a przede wszystkim skupia się na przeżyciach chłopca. Bohater odczuwa wielką tęsknotę za rodzicem. Ojca nie ma ponad rok (świadczą o tym prezenty, jakie chłopcy przygotowują mu na Gwiazdkę). Paweł, co pokazuje lekcja rysunków, zapomina rysy twarzy taty, choć dobrze pamięta jak był ubrany. Niektórzy znajomi z klasy także wychowują się w niepełnych rodzinach – nie jest to więc problem odosobniony. Paweł wciąż czeka na list od ojca i postanawia go odnaleźć, by przynajmniej móc mieć z nim kontakt listowny. Rozmowa mamy z ciotką o ponownym zamążpójściu przeraża go, jednak zapewnienia mamy uspokajają go. Niepełnej rodzinie pomaga dziadek (ojciec taty Pawła). Opowiada ciekawe historie, zabiera chłopców do siebie na wieś. Jednoznacznie nie znamy przyczyn odejścia ojca Pawła, co czyni utwór uniwersalnym. Innym problemem jest poszukiwanie prawdziwej przyjaźni. Szuka jej Kuba, który zapatrzony jest w brata i pragnie we wszystkim go naśladować. W porównaniu z nim, nie ma wielu przyjaciół. Paweł jest na ogół lubiony – w jego działaniach i poszukiwaniach taty wspiera go dwóch najbliższych kolegów – Bartek i Grześ. Razem wracają ze szkoły, pocieszają Pawła, godzą się wypłynąć z nim w daleki rejs. Przyjacielem Pawła jest także Tajemniczy Dżejms, z którym może naprawdę szczerze porozmawiać, wyżalić się mu, poradzić. Kiedy okazuje się, że nieznajomy to jego brat początkowo Paweł oburza się, jednak forma listów okazuje się najlepsza do wyrażania uczuć i sekretów. Wielka jest także rola marzeń. Odkąd Tajemniczy Dżejms wspomina o żegludze Pawła całkowicie zajmuje myśl o dalekim rejsie. By być dobrym kapitanem, zaczyna się lepiej uczyć, przynosi nawet piątkę z matematyki. Na pokład oprócz Tajemniczego Dżejmsa zaprasza także mamę, swoich przyjaciół oraz dziadka. Od niego dowiaduje się o umiejętnościach niezbędnych na morzu, z nim oraz z Bartkiem palcem odbywa wędrówki po globusie. Marzenie o wyprawie pozwala zapomnieć mu o codziennych troskach i tęsknocie za tatą. Powieść Onichimowskiej mówi także o trudnej relacji między braćmi i budowaniu rodzinnych więzi. Utwór pokazuje, że trudno jest mieć młodszego brata, który chce robić wszystko tak jak my, który chce kumplować się z naszymi kolegami i ogląda te same filmy co my, chociaż my w jego wieku ich nie mogliśmy oglądać. Nie jest też łatwo być młodszym bratem. To ciągłe porównywanie: a on w twoim wieku to umiał, a on się nie boi tam iść. Paweł początkowo nielubi swego młodszego brata i prymusa grubego Kuby. Wykopuje topór wojenny i lekceważy jego obecność. Uważa, że jest ślamazarny i mazgajowaty. Z czasem robi mu się go żal, zaś uwagę przykuwa dbałość Kuby o swój wygląd - regularnie ćwiczy i chudnie, czym imponuje bratu. Gdy Paweł odkrywa, ze Kuba to Tajemniczy Dżejms początkowo jest wściekły. Potem uznaje, ze jego podstęp był potrzebny – bracia zbliżają się do siebie, stają się nawzajem bardzo ważnymi rejs - wyjaśnienie tytułu Tytułowy „daleki rejs” to marzenie Pawła i Tajemniczego Dżejmsa, którym okazuje się młodszy brat głównego bohatera – Kuba. Plan wyprawy powstaje w korespondencji między Pawłem, a jego nieznajomym adresatem. Obaj zgadzają się, że marzą o żeglowaniu i planują podróż. Do załogi wyimaginowanego i wymarzonego rejsu stopniowo zapraszani są kolejni członkowie załogi – mama, przyjaciele Bartek i Grzesiek, dziadek, kolega Kuby Wojtek. W podróż ma także wybrać się kotka – Miłka. W symbolicznym znaczeniu „daleki rejs” to dziecięce marzenie, które pomaga uciec od szarej rzeczywistości i codziennych trosk. Pomaga optymistycznie patrzeć na rzeczywistość, daje siłę do walki ze słabościami, motywuje także, jak stało się to w przypadku Pawła do lepszej nauki. Siła dziecięcych marzeń potrafi oddalić nawet tak wielkie tęsknoty, jaką stanowi odejście ukochanego rejs - główne wątki Mimo skromnej objętości minipowieści Anny Onichimowskiej zawiera ona kilka wątków, które wzajemnie się przeplatają. Głównym wątkiem jest korespondencja głównego bohatera Pawła z Tajemniczym Dżejmsem. Właściwa akcja zawiązuje się, gdy Paweł otrzymuje pierwszy list od nieznajomego, który wiele o nim wie. Zaintrygowany odpisuje. Okazuje się, że chłopcy mają wiele wspólnego. W listach Paweł może się zwierzać z intymnych tęsknot i uczuć. Wspólnie postanawiają wyprawić się w tytułowy „daleki rejs”. Ostatecznie Paweł odkrywa, że za Dżejmsem kryje się jego młodszy i nielubiany brat Kuba. Początkowo jest zły, jednak gdy Kuba przyznaje się do podstępu Pawłowi zaczyna brakować wyjątkowego, bo listownego kontaktu z bratem. Chłopcy postanawiają powrócić do tajemniczych rozmów za pomocą listów zostawianych w dziupli kasztanowca. Istotnym dla wydarzeń wątkiem jest tęsknota Pawła za ojcem, który odszedł z jego domu jakiś czas wcześniej. Chłopak wciąż czeka na list od rodzica. Stara się odnaleźć tatę, zaczepia przypadkowych przechodniów, widzi jego postać w obcych ludziach (np. pana w słomkowym kapeluszu mijanego na stacji kolejowej). Wydaje mu się, że zapomniał, jak wygląda jego twarz. Straszną wydaje mu się możliwość, że jego mama może powtórnie wyjść za mąż. Nigdy nie traci nadziei, że w końcu odnajdzie tatę i będzie mógł z nim choćby korespondować. Wątkiem, który przeplata się z innymi jest stosunek dwóch braci – Pawła i Kuby. Starszy Paweł z lekceważeniem odnosi się do młodszego brata. Szczególnie znielubił go, gdy pupil Kuby zagryzł jego chomika. Uważa, że Kuba jest gruby, ślamazarny, mazgajowaty i wiecznie go szpieguje. Kuba z kolei chce być taki jak starszy Paweł i próbuje go naśladować – dlatego wciąż trzyma się blisko niego. Bracia wykopują topór wojenny i dopiero pojawienie się Tajemniczego Dżejmsa, a także zmiana w wyglądzie i zachowaniu Kuby sprawiają, że Paweł zaczyna patrzyć na niego przychylnym okiem, a ostatecznie zaprzyjaźnia się z nim i uważa, za jedną z najważniejszych osób w rejs - recenzja Powieść Anny Onichimowskiej „Daleki rejs” to utwór krótki i nieskomplikowany, choć przykuwający uwagę czytelnika. Autorka porusza w nim ważny problem wychowywania się dzieci w niepełnych rodzinach. Nie wskazuje na konkretny powód nieobecności jednego z rodziców, przez co utwór zyskuje charakter uniwersalny. Głównym bohaterem minipowieści jest Paweł. Kilkuletni chłopiec, który mieszka wraz z mamą i młodszym bratem Kubą. jego życie obraca się wokół nieobecności ojca, który opuścił rodzinę jakiś czas temu. Paweł zapomina, jak wyglądała jego twarz, dlatego postanawia go odnaleźć. Zaczepia przypadkowych przechodniów, jednak żaden z nich nie okazuje się być jego tatą, mimo pewnego podobieństwa. Jego mama unika szczerej rozmowy o nieobecności swego męża, podobnie jak dziadek. Pomoc w poszukiwaniach rodzica Paweł odnajduje dzięki korespondencji z Tajemniczym Dżejmsem (jeden z głównych wątków utworu), którym ostatecznie okazuje się jego młodszy, niezbyt lubiany brat Kuba. „Daleki rejs” dzięki temu to piękna książka o tym, że nie wszystko jesteśmy w stanie sobie powiedzieć. Czasem po prostu się wstydzimy, a czasem nie podejmujemy próby rozmowy, bo boimy się reakcji. To książka o pisaniu listów. Dzięki listom umieszczanym w dziupli kasztanowca bracia zbliżają się do siebie i zaczynają normalnie rozmawiać. Anonimowa forma sprawia, że mogą pisać o rzeczach najważniejszych. Prosta fabuła, oparta na pomyśle wprowadzenia postaci Tajemniczego Dżejmsa, czyni powieść intrygującą. Choć od początku podejrzewamy, kim jest Dżejms, to jednak wciąż czekamy, aż odkryje to główny bohater. Poznajemy także, jak dziecięca psychika reaguje na brak jednego z rodziców i jakie skutki wywołuje. Książka jest pouczająca zarówno dla rodziców, którzy mogą spojrzeć na świat oczami dziecka, jak i dzieci – wychowywanych bądź w pełnych, bądź w niepełnych rodzinach. ponadto pokazuje, jak wielką rolę w życiu dziecka spełniają marzenia – dzięki nim wszelkie troski wydają się być mniej Onichimowska - biografia Anna Onichimowska przyszła na świat 28 stycznia 1952 roku w Warszawie. Jest córką dziennikarza i lekarki. Ma młodszego brata Grzegorza. Ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Za pracę magisterką „Świat dzieci a świat dorosłych w powieściach Janusza Korczaka” otrzymała nagrodę w konkursie na prace naukowe o twórczości dla dzieci na III Biennale Sztuki dla Dziecka w Poznaniu w 1977. W 1976 debiutowała w twórczości literackiej wierszami dla dorosłych, zamieszczonymi na łamach „Sztandaru Młodych” oraz „Kultury”, zaś jej debiutem książkowym był zbiór poezji „Gdybym miał konia”, który ukazał się w 1980 roku Były to wiersze dla dzieci zilustrowane przez Janusza Stannego. Po studiach pracowała w Redakcji Literatury dla Dzieci w Krajowej Agencji Wydawniczej, a w 1983 roku została zatrudniona w redakcji bliźniaczego wydawnictwa - w Młodzieżowej Agencji Wydawniczej, która istniała do 1990 roku. Od tego czasu utrzymuje się z pisania. Onichimowska była współzałożycielką Fundacji „Świat Dziecka”, organizującej między innymi konkurs na „Dziecięcy Bestseller Roku”. W latach 1995-2003 była przewodniczącą Polskiej Sekcji IBBY. Obecnie jest członkiem jej zarządu. Anna Onichimowska jest autorką ponad trzydziestu książek dla dzieci i młodzieży, sztuk teatralnych i telewizyjnych oraz słuchowisk radiowych. W swoich utworach umiejętnie łączy humor, wartką przygodową akcję z łagodną dydaktyką. Utwory pisarki cieszą się nie tylko niesłabnącym powodzeniem wśród czytelników, ale również dużym uznaniem krytyki literackiej. Jej książki, opowiadania i dramaty tłumaczone są na włoski, francuski, angielski, słoweński, niemiecki, koreański, chiński. Onichimowska współpracowała także z Polskim Radiem tworząc wiele słuchowisk dla Teatru Polskiego Radia. Wśród wielu nagród literackich, jakie otrzymała najważniejsze to: nagroda im. Kornela Makuszyńskiego, główna nagrody w międzynarodowym konkursie teatralnym zorganizowanym przez „The International Association of Lions Club”, I nagroda w konkursie teatralnym organizowanym przez Ośrodek Sztuki dla Dzieci i Młodzieży w Poznaniu. Została wpisania na międzynarodową listę BARFIE oraz Listę Honorową IBBY i. Jak pisze o sobie Onichimowska: „Nie wyobrażam sobie życia bez podróży. Byłam w wielu ciekawych miejscach - również bardzo odległych i egzotycznych - ale to kropla w morzu moich marzeń i planów.”Mapa serwisu:Daleki rejs - streszczenie szczegółoweDaleki rejs - krótkie streszczenie, opracowanie, bohaterowie
Badanie przeprowadził na początku grudnia IMAS International. Objęło ono reprezentatywną grupę 1000 mężczyzn w wieku 18-65 lat. Wyniki badania zaprezentowano na konferencji prasowej z udziałem Marleny Maląg, minister rodziny i polityki społecznej oraz Barbary Sochy, pełnomocnika rządu ds. polityki demograficznej. „Pandemia zmieniła nasze społeczeństwo. W przyspieszonym trybie zmianom uległ nasz sposób pracy, nauki, codzienne nawyki i kontakty. Jednak na pierwszym froncie zmian były relacje rodzinne, obawy o najbliższych, niepewność finansowa. Na naszych oczach tworzy się nowy styl życia Polaków. Chcieliśmy uchwycić kierunki tych zmian i przyjrzeć się im bliżej” – tłumaczy dr Dariusz Cupiał, twórca inicjatywy Marlena Maląg podkreśliła, że kiedy wszelkie inne aktywności zostały zamknięte w domach, rodziny nagle okazały się centrum życia społecznego. „Potrafiliśmy nie tylko połączyć opiekę nad dziećmi, z ich edukacją, a często i pracą zawodową. Godzenie tych wszystkich aktywności wymagało ogromnego wysiłku i umiejętności organizacyjnych” – uważa minister rodziny i polityki społecznej. Przypomniała, że resort rodziny, dostrzegając wyzwania, z jakimi mierzyli się rodzice, wprowadził dodatkowy zasiłek opiekuńczy, dzięki czemu zabezpieczono finansową stabilność rodzin. „Z kolei poprzez program «Po pierwsze rodzina!» finansujący inicjatywy oddolne docieramy do szerokiej grupy rodzin o różnych potrzebach. Cieszę się, że w ten sposób wspólnie pomagamy im radzić sobie z wyzwaniami życia codziennego, szczególnie teraz, w trudnym czasie pandemii” – stwierdziła minister. Pełnomocnik rządu ds. polityki demograficznej Barbara Socha dodała, że w badaniach demograficznych i przestrzeni publicznej zwraca się uwagę na rolę matki, tymczasem równie ważne zadanie dla rozwoju demograficznego pełni mężczyzna. Realizuje się ono w dwóch aspektach – odpowiedniego partnerstwa dla matki, by była gotowa wejść w związek i urodzić w nim dzieci, oraz w wychowaniu dzieci. W nowej sytuacji związanej z pandemią w tych dwóch obszarach powstają szczególne wyzwania dla mężczyzn. Zwiększenie wspólnego czasu razem może rodzić wiele trudnych sytuacji. Jednocześnie podjęcie pracy nad więziami rodzinnymi, relacjami małżeńskimi i z dziećmi prowadzi do zwiększenia poczucia wspólnoty i szczęścia rodzinnego. Dr hab. Dorota Kornas-Biela z Katedry Pedagogiki Specjalnej KUL podkreśliła, że okres pandemii to czas zachwianej równowagi między życiem zawodowym i rodzinnym. „W sytuacji pracy zdalnej trudno zachować w domu rozdział między czasem poświęconym na pracę zawodową i czasem spędzonym z dziećmi i dla dzieci, zwłaszcza z powodu konsekwencji edukacji zdalnej. Ta nowa sytuacja wymaga troski o dobrą organizację i atmosferę życia rodzinnego oraz jasnego określenia zasad współżycia w rodzinie, ale też elastyczności rodziców i zaprasza ojców do dodatkowego zaangażowania. Mimo trudności widać jednak, że zaangażowane ojcostwo może zaprocentować lepszymi relacjami z dziećmi i przełożyć się na wzmocnienie więzi po okresie pandemii” – zauważa. Raportowi z badań towarzyszy publikacja serii tekstów eksperckich autorstwa prof. Kazimierza Koraba, dra hab. Michała Łuczewskiego z UW, dr hab. Doroty Kornas-Bieli prof. KUL, o. dr hab. Józefa Augustyna SJ prof. Akademii Ignatianum. Dr Dariusz Cupiał zapowiedział nowy cykl pogłębionych studiów nad kondycją współczesnego ojcostwa i rodziny pod nazwą „STATO”. Będzie on gromadzić kluczowe dane, interpretowane przez najlepszych ekspertów, wskazywać wnioski i przewidywać trendy. Materiał ten będzie realnym wsparciem dla osób zaangażowanych w politykę społeczną i wsparcie rodzin. Projekt został dofinansowany ze środków Pełnomocnika Rządu ds. Polityki Demograficznej i jest realizowany w ramach programu „Po Pierwsze Rodzina!” dofinansowanego przez Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej. Pełna treść raportu wraz z artykułami eksperckimi i rekomendacjami dla instytucji i organizacji znajdują się na stronie Inicjatywa to realizowany przez Fundację Cyryla i Metodego największy w Polsce program wzmacniania rodzin poprzez wspomaganie ojców. Od 2004 roku z programów skorzystały tysiące mężczyzn, pogłębiając swoje kompetencje, zrzeszając się w Ojcowskich Klubach, biorąc udział w warsztatach i szkoleniach. lk / Warszawa
Ojców odwiedzaliśmy bez dzieci, później z jednym wózkiem, później z dwoma, aż wreszcie z dwoma tuptakami na rowerkach biegowych, i terenowych. To niesamowite miejsce dla dzieciaków w każdym wieku, pod warunkiem, że eksplorujecie Dolinę Prądnika ze wszystkim, co ma do zaoferowania. Ojców to genialne miejsce na weekendowy wypad z Krakowa, wraz z całą masą podobnie myślących rodzin, niestety. Ale jest to też genialne miejsce na spacer po pracy w środku tygodnia - w upalny letni dzień panuje tu po południu przyjemny chłód i spotkamy niewielu spacerowiczów - sprawdziliśmy. Wizytę w Ojcowskim Parku Narodowym i jednocześnie na pewno w jednej z najpiękniej zachowanych miejscowości w Polsce można zaliczyć na kilka I PODSTAWOWY SPOSÓB NA OJCÓW to przejść Dolinę Prądnika od początku do końca, albo od końca do początku. Zobaczyć unikalną architekturę tego miejsca, piękne skałki wapienne wzdłuż całej doliny, usiąść w knajpce jak na cudzym podwórzu, wypić kawę, zjeść pstrąga i posłuchać ciszy, jeśli będzie Wam to dane. A jeśli macie dzieci wędrowniczki, to pozwólcie sobie na skoki w bok od głównego skąd zacząć? Czytajcie dalej... DLA RODZIN WÓZKOWYCH Sposób 1. Najlepiej w środku tygodnia, nawet po pracy - bez tłumów pieszych i rowerowych - z dolnego (i zarazem głównego) parkingu idziemy wyasfaltowaną drogą. Wtedy nawet nikt nie pobiera opłaty za parking (a może my mieliśmy szczęście). Po drodze mijamy sporo przyjemnych knajpek, gdzie całkiem smacznie i nieprzesadnie drogo możemy zjeść i wypić. Idziemy sobie wygodnie wśród malowniczych skał i cudnych widoków aż do Źródełka Miłości. Tam też mamy chyba najsłynniejszy zespół skał - Bramę Krakowską. Pokonaliśmy jakieś 2 km - zajęło nam to ze zdjęciami ze 40 minut. Z powrotem będzie szybciej. Mając tą naszą spacerówkę niestety zawracamy tą samą drogą - powrót drugą stroną Prądnika możliwy jest tylko z wózkiem na dużych kołach. Możemy też skusić się na dłuższy spacer i przejść dalej drogą, nadal asfaltową, w dół, do nowej przyjemnej kawiarni Niezapominajka z leżakami i małym kącikiem zabaw na podwórku. To dodatkowe 500m - czyli jakieś 10 minut. No i to tyle, więcej nie poszalejemy z wózkiem w Ojcowskim Parku Narodowym, ale i tak jest pięknie wokół. Sposób 2. Podjeżdżamy samochodem do miejscowości Prądnik Korzkiewski, szukamy możliwości pozostawienia samochodu przez znakiem zakazu wjazdu, który nie dotyczy mieszkańców Ojcowa i wąską dróżką asfaltową z wózkiem idziemy w kierunku Ojcowa. W tym przypadku do Bramy Krakowskiej mamy 3 km czyli min. 1h spaceru. Jeśli mamy ochotę na pstrąga, to dodatkowy 1 km czyli jakieś 20 minut. Sposób 3. Dojechać można też na parking nieco powyżej głównego; nie wjeżdżamy do Ojcowa, tylko kierujemy się w górę. Parking nazywa się Złota Góra i jest o połowę tańszy od tego pod zamkiem. Kiedyś był mniej popularny i całkowicie darmowy. Jeśli z braku miejsc na dolnym parkingu, znaleźliście się na górnym i macie wózek - zjedźcie nim w dół km drogą asfaltową dla samochodów. Jednakże nie polecam, bo ciasno, ruch samochodowy i brak pobocza, a wracając musimy wypchać wózek te km w górę... Można spróbować pokonać ścieżkę w lesie w dół do doliny Sąspowskiej - poprowadzi Was szlak, ale jest to 1 km w dół po korzeniach i kamieniach. Jednak da się. DLA DZIECI PEWNIE STĄPAJĄCYCH Sposób 4. Jeśli nie macie wózka, samochód możecie zaparkować też tuż za miejscowością Czajowice - trzeba kierować się znakami "Grota Łokietka" z drogi 94 Kraków-Olkusz. Stamtąd wygodnie dojdziecie do Groty Łokietka w 10 minut. Jakieś pół godziny będziecie schodzić ścieżką w lesie (częściowo po kamieniach) pod Bramę Krakowską i Źródełko Mądrości. Pamiętajcie, że wracając musicie pokonać tą trasę ze zmęczonym maluchem w górę! Dla pozostałych opcji zwiedzania Ojcowa, dojazd i parking mamy dokładnie takie sam, jak dla "wózkowców". Do wyboru. Ojcowski Park Narodowy otwiera przed nami natomiast dodatkowe atrakcje, kiedy przybywamy z dzieciakami, które już chodzą. Nasze własne dzieci z czasem uzbrojone były w rowerki biegowe, później hulajnogi, aż w końcu większe rowerki. I nie jest ważne, czy Wasze dzieci mają 2, 3, czy 7, czy też 13 lat. W Ojcowie nie znajdziecie szlaków trudnych, długich czy wymagających kondycji. A czy dzieci marudzą - a oczywiście!!! A jakie są później szczęśliwe:-) Jeśli nie jesteście z okolic Krakowa i słusznie skusił Was Ojców, jesteście w stanie wszystkie jego ciekawe miejsca zobaczyć jednego dnia. Natomiast jeśli Ojców, to dla Was weekendowy spacer, koniecznie dawkujcie sobie jego atrakcje. A jest ich sporo. skok w bok - DOLINA SĄSPOWSKA - numer 1 na moje liście Jeśli zatem nie macie wózka, albo macie siłę i odwagę, lub wózek terenowy, możecie śmiało dojechać na parking Złota Góra. Stamtąd dojdziecie moim ulubionym szlakiem, mniej uczęszczanym, wprost do centrum Ojcowa. Miejscami rowerki i hulajnogi możecie drodzy rodzice wziąć w dłonie i pozwolić dzieciakom podreptać - 20 minut ścieżką w lesie w dół - 1km. Tak dochodzimy do Doliny Sąspowskiej, a następnie idziemy wygodną dróżką przez łąki i las wzdłuż uroczego strumyka Sąspówka przez niecałe 2 km. Tutaj już rowerki są dozwolone. Nasza 2-letnia Zu dzielnie dała radę całą drogę. Wracając, wysyłamy kierowcę tą samą drogą, a same z dziećmi idziemy płaską i wygodną drogą na parking pod zamkiem, gdzie chwilkę czekamy na nasz pojazd, zajadając lody. To taka moja mała rada, bo ciężko namówić kilkulatki pod koniec spacerowego dnia do 30-minutowego wejścia pod górę. Do niedawna mało kto słyszał o Dolinie Sąspowskiej, a to magiczne miejsce, którego urok przyćmił sam Ojców. skok w bok - GROTA ŁOKIETKA - absolutne 'must-see' Być w Ojcowie i tutaj nie zaglądnąć - ech niedopuszczalne!! Zabierz tam swoje dziecko, zanim wyręczy Cię szkoła:-) Doprowadzi Was tam szlak spod Bramy Krakowskiej. Tutaj też można zostawić rowery. Trasa to niewiele ponad 1 km pod górę, po miejscami mocno kamienistej ścieżce. Podejście z dziećmi zajmie Wam co najmniej pół godziny. WAŻNE - wybierając się do jaskinia trzeba pamiętać o zabraniu ciepłych bluz a nawet czapek dla dzieci. W jaskini jest zimno, jak to w jaskini i nawet w lecie temperatura wynosi poniżej 10 stopni. Można zabrać czołówkę lub latarkę dla malucha - to dodatkowa frajda!! Ale oświetlenie jest wystarczające i nie jest to konieczne. OPŁATA 8zł / 6 zł skok w bok - JASKINIA CIEMNA - tak, tak - nie tylko Łokietek Mówisz Ojców i jaskinia - myślisz Grota Łokietka. A nie tylko. Po drugiej stronie doliny, niedaleko od głównej drogi jest jeszcze inna jaskinia. Łatwo ją znaleźć, bo kasa znajduje się przy drodze asfaltowej. Tu można zostawić rowery. Stąd jakie 500 m wspinacie się pod górę, a nawet najmłodsze dzieciaki mają niezłą frajdę i nie zdążą się zmęczyć. Po drodze zobaczycie Dolinę Prądnika z zupełnie innej perspektywy. WAŻNE - wybierając się do jaskinia trzeba pamiętać o zabraniu ciepłych bluz a nawet czapek dla dzieci. W jaskini jest zimno, jak to w jaskini i nawet w lecie temperatura wynosi poniżej 10 stopni. Można zabrać czołówkę lub latarkę dla malucha - to dodatkowa frajda!! Oświetlenie wewnątrz jest wystarczające i nie jest to konieczne. Wejścia - spod samej jaskini o pełnych godzinach zebraną grupę zabiera przewodnik. OPŁATA 7 zł / 5 zł skok w bok - RUINY ZAMKU KAZIMIERZOWSKIEGO - raczej można sobie darować Za wstęp przyjdzie Wam zapłacić, a niestety są to tylko ruiny ze studnią i jedną wieżą, którą dobrze widać i z zewnątrz. Jednak interesujące miejsce dla osób pasjonujących się historią - zawsze lepiej poczytać w pięknych okolicznościach przyrody niż na smartfonie o tym, jak kilka wieków temu wyglądał zamek i kto w nim mieszkał. Ostatecznie za sam widok z zamku można zapłacić te 3 zł:-) PODSUMOWANIE - DOJAZD - albo rowerem, albo szukajcie parkingu kierując się na Skałę, później Ojców (parking pod Zamkiem), albo szukajcie dzikich miejsc parkingowych, kierując się na Prądnik Korzkiewski. - PŁATNOŚĆ - parking pod zamkiem - 10zł cały dzień; Złota Góra 5 zł. - ZWIEDZANIE - Jaskinia Łokietka 8/6 zł; Jaskinia Ciemna 7/5 zł; Ruiny Zamku w Ojcowie 3zł, Źródełko Miłości - gratis; - WIDOKI - no gratis przecież; - DODATKOWE INFO - coraz lepsze na - MAPKA - na koniec oczywiście gratis:-)
Wczoraj mnóstwo mam w ramach Dnia Ojca wyrzuciło z siebie emocje, historie i żale do ojców swoich dzieci. Pominę moje zdanie na temat żali w Dzień Ojca. Zauważyłam jednak dużo wspólnego u części porzuconych kobiet, samotnych mam…zły wybór ojca, partnera. To nie jest tak, że zawsze wszystkiego nie widać. Jestem kobietą, kieruje się emocjami, ochami, achami i gdzieś umyka logika, umykają ważne sprawy. Z przymrużeniem oka…poradnik dla przyszłej chcesz wiedzieć, jak mężczyzna traktuje swoją żonę i dzieci, sprawdź, jak obchodzi się ze swymi Waldo EmersonROZMOWA PODSTAWĄ RELACJI. Dzisiejszy świat pędzi. Poznając wymarzonego partnera wymieniasz z nim kilka podstawowych informacji, potem fotki i ciach! Piękny, wysoki, ma pracę to warto się spotkać. Sama rozmowa kończy i zaczyna się na wzdychaniach, a na spotkaniu pragniesz dotyku, nie rozmowy, nie spaceru. Jak zaczniesz od seksu tak już zostanie. A rozmowa? Mam wrażenie że część kobiet idzie zakłada rodzinę z obcym facetem, bo prócz miesięcy spotkań i łóżka, kina, nie ma nic. Nie wiesz co gość w życiu przeżył, jakie ma marzenia, dlaczego nie wypaliły poprzednie związki, jaki lubi kolor, czego nie lubi, jakie ma podejście do O RZECZY WAŻNE. Kiedy jest odpowiedni czas na pytanie o wychowanie, dzieci, religię, seks? Dojrzała osoba nie będzie mieć z tym problemu po kilku spotkaniach, a pytać warto. Pamiętaj że ojciec dzieci to też partner…zwykle chcesz by nim był. Warto zatem poznać jaki sposób wychowania popiera, czy jest wierzący i jakie znaczenie ma wiara w jego codzienności, jaki lubi seks. Kobiety jak i mężczyźni często omijają te pytania lub udzielają odpowiedzi których oczekuje druga strona. Wymyślne opisy wyuzdanego seksu, a potem…fiasko, nieporozumienia, zupełnie inne kierunki. Pytaj!CRASH TEST Kiedyś mówiono że przed dzieckiem warto kupić sobie roślinę, a potem psa. Dzisiaj jestem za…dzieckiem. Większość Twoich znajomych ma dzieci, a jeśli nie większość to ktoś tam ma. Wybierz się do nich z partnerem, zobacz jak reaguje na maluchy, jaki jest jego sposób komunikacji z dzieckiem. Oczywiście można nad tym pracować, ale warto wiedzieć, że dzieci gościa drażnią do tego stopnia, że o dziecku myśleć nie wieczora ojciec zachowywał się tak, jakby w ogóle nie widział mamy. Potem przestał też patrzeć na nas, jakby nas w ogóle nie było. I nie odezwał się już do nas ani słowem. Nie wiem czemu, ale to było gorsze od Felscherinow, “My, dzieci z dworca ZOO”A CO ZE ZDROWIEM? Mam wrażenie że ten temat to jakieś tabu i ludzie o tym nie gadają. Nie zapytasz partnera o choroby genetyczne, alkoholizm, depresje, choroby psychicznie bo wstyd, to nie na miejscu. Potem nagle okazuje się że wódka pojawia się w domu częściej niż komary, dziecko źle się rozwija, a gdzieś od jego znajomych słyszysz że pił już dawno i poznając go trafiłaś na lepszy okres… Choroby genetyczne? Warto wiedzieć by móc poprawnie reagować, by powiedzieć lekarzowi i mieć to na uwadze. I tu nie chodzi tylko o dziecko…jeśli nie wiesz co mu jest, jak mu pomożesz kiedy nagle upadnie? Poznaj go…Z KIM SIĘ ZADAJESZ, TAKIM SIĘ STAJESZ Zaproście jego kumpli na wspólny wieczór, wyjazd… Przy tobie może zachowywać się zupełnie inaczej, grać, udawać. Codzienność weryfikuje. Widzisz czy obraca się w gronie kulturalnych osób, czy są to ludzie kompletnie oderwani od rzeczywistości w negatywnym znaczeniu. Widzisz go po alkoholu, smutnego, wesołego, widzisz jak reaguje, dyskutuje…możesz poznać faceta HOBBY, PLANY NA PRZYSZŁOŚĆ Nie chce pisać, żebyś patrzyła wyłącznie na polityków czy prawników ;). Chodzi raczej o to czy pan z którym się spotykasz będzie razem z Tobą utrzymywał dom, ewentualne dziecko, czy raczej będzie szukał wymówek skoro ma teraz 30 lvl i w temacie pracy rzuca “coś sobie znajdę”. A hobby? Dzisiaj widzisz go raz na tydzień. Nie wiesz co robi resztę dni. Szybki ślub, szybka ciąża i okaże się, że lubi tygodniowe wycieczki w góry, szybką jazdę samochodem lub co kilka miesięcy wyrusza w rejs po morzach i oceanach. Nie każda kobieta to wytrzyma, nie dla każdej będzie to problem – warto wiedzieć przed ciążą ;).ZASADY GRY Poznajesz go, on Ciebie, nieco powierzchownie. Mieszkacie razem, uprawiacie seks, jest fajnie… Nagle pojawia się ciąża, potem dziecko. Okazuje się że to Ty masz wstawać w nocy, dbać o zapas pieluch, kosmetyki i zakupy. Ty wychodzisz na spacery, a on…wziął na siebie utrzymanie. Ustal zasady gry, gadaj, chodź na kompromisy, ale…poznaj jego zdanie przed! Obudzenie się z ręką w nocniku to częste zjawisko wśród młodych rodziców. Im się wydawało że spojrzeniami i mrugnięciami wszystko dogadali, ale…nie gadali. Lipton na całej linii i tutaj jeszcze wejdzie ze swoim zdaniem babcia czy związek to nie tylko esy floresy i pierwsze podjarki na swój widok. To nie seks zdjęcia i napalanie się na siebie jak dziki, choć to fajne. Dziecko nie powinno być rzucone w związek który jest nieznany, w związek w którym dwoje ludzi żyje obok siebie ale nie są dla siebie tak ważni by poznać swoje plusy, minusy, historie czy problemy. A co jeśli ten partner gadać nie chce i mówi ciągle później? Zaraz? Kiedyś ci powiem? Podziękuj…zanim szambo wybije. Zanim staniesz się terapeutą i matką swojego faceta. Fajnych, miłych, ciekawych panów nie brakuje. Serio. Warto trzeźwo myśleć :).(Visited 179 times, 1 visits today)ŁYSAŁysa - dlaczego tak? Bo szkolnie, bez maski, lansu, sztucznych tworów. To moja ksywa ze szkoły, kiedy jeszcze świat nie był popsuty ma siłę, jest kreatywna, wierzy w ludzi, szydełkuje i beztrosko buja się na trzepaku. Nosi w chuście dzieci swoje i napotkane, pożera parówki i nie boi się Posts - Website - Twitter - Facebook - Pinterest Łysa - dlaczego tak? Bo szkolnie, bez maski, lansu, sztucznych tworów. To moja ksywa ze szkoły, kiedy jeszcze świat nie był popsuty ma siłę, jest kreatywna, wierzy w ludzi, szydełkuje i beztrosko buja się na trzepaku. Nosi w chuście dzieci swoje i napotkane, pożera parówki i nie boi się wyzwań.
Jak długo dojrzewałeś do decyzji o wypłynięciu z żoną i z dziećmi? Kazimierz Ludwiński: Rejs dookoła świata marzył mi się odkąd WYSPA – nasz katamaran – istnieje. Czyli od końca lat siedemdziesiątych. Po kilkunastu latach pływania, patriotyzm sprowokował nas – mnie i moich 2 braci - do otwarcia biznesu w Polsce. Chyba nie był to dobry pomysł – straciliśmy całe przywiezione pieniądze. A te wystarczyłyby nam wszystkim do spokojnego żeglowania przez następne kilkadziesiąt lat. Do dzisiaj mam uczulenie na słowo „patriotyzm”. Po narodzinach Nel zafascynowało mnie życie rodzinne, więc na każdy, dłuższy wyjazd zagraniczny zabierałem żonę i córkę ze sobą. Żona od razu zgodziła się na tak długą podróż? Ona lubiła podróżować. Ania nawet naciskała na wyjazd. Dusił nas system tutaj w Polsce. Co na to bliscy? Pewnie wielu Wam odradzało? Moi bracia i siostra popierali zawsze, to wszystko co jednemu z nas przyniesie szczęście. Nasza mamusia wierzyła, że to co robią jej dzieci musi być dobre. Zaś babcia od strony matki dzieci miała wątpliwości - chciała mieć wnuki i córkę przy sobie. Noe miał pół roku, Nel sześć lat. Jak przygotowywaliście się do wypłynięcia z tak małymi dziećmi? Pieniądze, leki, książki, środki bezpieczeństwa na katamaranie. Środków bezpieczeństwa posiadaliśmy w ilościach i jakości ponad przepisowe wymagania. Książki do szkoły i dziecięce, atlasy przyrodnicze i zabawki wypełniały półki w kabinach dzieci. Pieniądze na pierwszy etap mieliśmy zaoszczędzone, w trakcie rejsu też dorabiałem. I zawsze wiedziałem, że mogę liczyć na moich braci i siostrę. Nie zawiodłem się. Mieliśmy zawsze duży zapas medykamentów wszelakich. Niepotrzebnie. Na jachcie dzieci prawie w ogóle nie chorowały. Żona po ośmiu miesiącach opuściła katamaran. Dlaczego? Przerosło ją życie rodzinne. Nie była do niego gotowa. Gdy byliśmy jeszcze w Afryce, Anna poleciała do Polski na wakacje, a tam zażądała.. separacji. Poleciałem do Polski. Nie chciałem kontynuować podróży bez nich. Na nic. Ale 7-letnia wówczas Nel ze mną wróciła. „Tatuś nie może być sam. Ja wracam z nim na nasz jachcik” - zdecydowała. Jak radziłeś sobie bez żony? Tak jak do tamtej pory. Już od dzieciństwa nie stroniłem od prac domowych i zajmowania się dzieckiem – piszę o tym w tom I mojej książki. Fizycznie było mi łatwiej, psychicznie gorzej. Najgorsze było rozstanie z kobietą i synkiem - bardzo ich kochałem i tęskniłem. Tak długa podróż jest dobra dla dzieci? Maluchy podróżujące, głównie na jachtach, z rodzicami, poznałem już w końcu lat siedemdziesiątych, w latach osiemdziesiątych i później. Byłem zafascynowany ich dojrzałością. Na naszą WYSPĘ SZCZĘŚLIWYCH DZIECI już w roku 1980 zaokrętowała niespełna dwuletnia Karolinka - córka brata Andrzeja i ... wyrosła na jedną z mądrzejszych kobiet jakie znam. Nie obawiałem się więc ograniczeń w podróży z dziećmi. Co uważałeś za najważniejsze w ich wychowaniu? Chciałem aby moje dzieci miały oczy otwarte na świat. By umiały docenić inność, pod względem religijnym i kulturowym. Były tolerancyjne. Umiały prawidłowo oceniać, a nie ulegały modom i demagogiom. Były otwarte na przyjaźń. Realnie szanowały naturę bez ekologicznych sloganów. Pragnąłem, aby wyrosły na dobrych ludzi. Znałem tylko jeden sposób na to – wyruszyć w drogę. Podróże otwierają oczy i serca. Wtedy podjęliśmy ostateczną decyzję – skromne życie, ale wolność! Momenty bezradności były? Tylko gdy rozpadała się moja mała Rodzinka, a ja nie potrafiłem w to uwierzyć. Bo wychowano mnie w świętej wierze w instynkt macierzyński chroniący dzieci. 2 lata samotnie pływałeś z córką. Najmocniejsze wspomnienia z tamtego czasu? Cały ten okres spędzony wyłącznie z Nel był „mocny”. To właśnie wtedy w tym drobniutkim ciałku 7 – 9 lat uformował się prawdziwy mocny człowiek i dzielny żeglarz. Bez musztry, bez przymusu, na zasadach prawdziwej demokracji, a przede wszystkim 100 proc. zaufania i bezwarunkowej miłości. Nie wolno traktować dzieci jako dzieci – to są mali Ludzie z mniejszym doświadczeniem, ale o potencjale równym dorosłym. Na szczęście one trochę inaczej odbierają nowości niż dorośli, otwierając tym niejednokrotnie oczy rodzicom. Dzieci nie mają takiego bagażu zbędnych informacji – wręcz śmietnika – jak dorośli, dzięki czemu reagują spontanicznie i bez hipokryzji. Czego dzieci musiały nauczyć się w podróży? Co z ich szkołą? Zapisałem Nel do polskiej szkoły korespondencyjnej. A gdy przyszedł na to czas – także Noe. Uczyłem ich z polskich podręczników. Do dzisiaj moje Dzieci uważają [Ośrodek Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą – przyp. red.] za najwspanialszą szkołę, do jakiej „chodzili”. W Senegalu Nel chodziła do lokalnej, wiejskiej szkoły, a Noe do analogicznej w Nowej Kaledonii. Tam oswajali się z francuskim. W Australii uczęszczały do szkoły anglojęzycznej. Teraz doskonale radzą sobie z oboma tymi językami. Nel uczyła się jedynie na postojach i na morzu jeżeli nie było fali – wpatrywanie się w czasie bujania w małe literki prowokowało chorobę morską. Pierwsze trzy klasy przerabiałem z nią – było szybciej. Uczyłem ją metod uczenia, by miała więcej czasu na zabawę z dziećmi z innych jachtów. Na morzu mogła się bawić, np. w szkołę, przekazując swoim pluszowym uczniom wiedzę, która sama przed chwilą zdobyła. Nauczyłem ją zapalania silnika, zrzucania żagli, sterowania ręcznego i ustawienia automatycznego pilota. Potrafiła zawrócić po zapisanej na komputerze trasie, aby wyłowić zgubę. Posługiwała się telefonem satelitarnym i radiotelefonem. Z przyjemnością pomagała mi również w kuchni. Dodatkowa para małych rączek, które z niebywałą ochotą służyły pomocą była nie do przecenienia, pozwalała skrócić czas manewru i zminimalizować zagrożenie. A później ona nauczyła tego wszystkiego swego braciszka. W jaki sposób kontaktowaliście się z bliskimi i jak często? Na oceanach używaliśmy telefonów satelitarnych, najczęściej na codzienne SMS-y z naszą pozycją i ciekawostką z pokładu, lub e-maile, rzadko krótkie rozmowy. Bo telefony głównie przeznaczone były do pobierania map pogodowych, zaciągnięcia porad u Wojtka - serwisanta silników - i pozostawały w gotowości na wypadek awaryjnej sytuacji. Gdy mijaliśmy statki handlowe, to za pomocą radia UKF przekazywaliśmy przez nich wiadomości rodzinie. Przypływając do nowego państwa kupowaliśmy lokalną kartę SIM do telefonu komórkowego. Korzystaliśmy z kafejek internetowych, aby porozmawiać z bliskimi i ze znajomymi, z którymi nam się drogi rozeszły oraz odebrać i wysłać e-maile. Co jadaliście na morzu? Generalnie jedliśmy zdecydowanie lepiej niż w lądowym domu. Po pierwsze: bo mieliśmy czas na kucharzenie. Kultura przygotowania i jedzenia też leżała w zakresie edukacji Dzieci. Kupowaliśmy prosto z rynku świeże owoce, warzywa, mięso, owoce morza, a ryby łowiliśmy sami. Duża lodówka z zamrażalnikiem pozwalała na zdrowe żywienie nawet na pełnym oceanie podczas długich przeskoków. Konserwy były tylko żelazną rezerwą. Żona z synem dołączyła do Was na półtora roku. Dlaczego? Moja tęsknota za synkiem, a Nel za braciszkiem i mamą, były najtrudniejsze do zniesienia. W tomie II książki publikuję autentyczne listy pisane wtedy do Anny, które to obrazują. Wróciła na jacht dopiero po długich namowach. Chciała abyśmy wspólnie wychowywali Nel i Noe. Zaraz jednak po przylocie zadeklarowała, że nadal nie chce być ze mną, a najdłużej po sześciu miesiącach zamierza wrócić do Polski z dwójką dzieci. Była w sumie półtora roku. Zrozumiała, że nie potrafi wychowywać - brak jej cierpliwości i i ciepła rodzinnego, które wynosi się z domu. Jak przekonałeś żonę, żeby na kolejne pięć lat zostawiła Ci dzieci? Myślenie Twoje nie jest zbyt stereotypowe? Dlaczego „zostawiła Ci”? Matka nie ma monopolu na dzieci! One nie są własnością rodziców. Po urodzeniu Nel umówiliśmy się, że ten kto odchodzi, to sam, bez dzieci. Gdyby jednak one chciały być z matką, a ona nie wyjechałaby urządzać sobie nowe życie gdzieś w Europie, to - mimo ogromnego mojego cierpienia - dla ich dobra, zgodziłbym się na to. Nel zadeklarowała chęć kontynuowania podróży katamaranem prosząc matkę o zostanie z nami. Ostatecznie to Ania poprosiła mnie o wzięcie pod opiekę dwójki dzieci. Tłumaczyła: „Wiem, że wychowasz je lepiej niż ja". To było bardzo dojrzałe z jej strony. W rewanżu robiłem wszystko, aby przez te lata nasze dzieci nie zapomniały o swojej matce. Były momenty, w których było naprawdę niebezpiecznie, kiedy się bałeś? Żeglując z Dziećmi starałem się pomijać niepotrzebne zagrożenia. A jeżeli już nas coś zaskoczyło, to była okazja, aby dzieci nauczyć jak, respektując żywioły, wyjść obronną ręką. Morze i jacht to bezpieczne miejsca. Im bliżej lądu, tym niebezpieczniej. A najgorzej w wielkich aglomeracjach, gdzie są samochody i wirusy. W dużych miastach zagrożenia nie zależą od nas. Tu w Europie boję się tak naprawdę o bezpieczeństwo moich dzieci. Na pokładzie jachtu wystarczy być konsekwentnym. Morze i ściśle określona powierzchnia Jachtu wyznaczają granice zagrożenia. Nie potrzeba stosować zakazów czy nakazów. Dzieci same widzą, czują i respektują. Na pełnym Morzu nosiliśmy szelki i kamizelki ratunkowe. Na kotwicy z prądem pływowym lub rzecznym wypuszczaliśmy za rufami pływającą linkę, Dzieci były w kamizelkach i zwisała drabinka pozwalająca się wdrapać z wody na pokład. Gdybyśmy nie byli pewni ich bezpieczeństwa, to nie popłynęlibyśmy. Dzieci są przecież ważniejsze od wszelkich podróży. Opowiadałeś, że Nel sterowała lepiej niż matka, że mogłeś na niej polegać. Kiedy najbardziej zaskoczyła Cię swoją dojrzałością? W konfrontacji z dziećmi lądowymi. A po powrocie do Polski pod względem konsekwencji przebiła i mnie. Bunt dzieci, musiał być. Jak opanowywałeś ich zniechęcenie? Ależ zadowolona załoga się nie buntuje! „Kazimierz co Ty robisz, że Twoje Dzieci są takie szczęśliwe?” - pytali mnie inni Rodzice. „Słucham je!” odpowiadałem. Nigdy na jachcie nie usłyszałem „Nudzę się!”. Tu w Polsce się to zdarza. Ile z tego czasu spędziliście na lądach? Tylko 10 procent czasu z dziewięciu lat żeglowaliśmy. Pozostałe 90% spędzaliśmy stojąc na kotwicy lub boji. Dopływaliśmy łódeczką na ląd, aby zwiedzać, zrobić zakupy, porozmawiać z ludźmi lokalnymi i turystami lądowymi. Wtedy dzieci mogły wyganiać się do woli na nieograniczonej przestrzeni, poznać inne maluchy i piękno inności kulturowej. Rzadko cumowaliśmy do keji w portach lub marinach, chyba że jechaliśmy na kilkudniową wycieczkę i nie nocowaliśmy na katamaranie. A raz na kilka lat wystawialiśmy naszą WYSPĘ na ląd w celu konserwacji i reperacji. Jednodniowe wycieczki piesze i samochodowe, z powrotem na nocleg w katamaranie robiliśmy na każdym postoju. Były też kilkudniowe, jak na przykład wokół Nowej Kaledonii, ze spaniem w namiocie. Dzięki miesięcznej ekspedycji do wnętrza Afryki, zorganizowanej przez brata Piotra, Noe i Nel też mogły zobaczyć świat dzikich zwierząt żyjących na Wolności i niepowtarzalne widoki zanim, nieroztropny człowiek je zniszczy. Co najbardziej kształtowało charakter dzieci? Przede wszystkim morze. Uczyło respektu i wymagało solidności. Kalejdoskop kulturowo – religijny uformował szacunek do inności. Twoje momenty załamania? Gdy byłem sam z dziećmi, nie wolno mi było się załamywać. Kiedy dziś Twoje dzieci opowiadają o tamtych wydarzeniach, co wspominają najczęściej? Jakieś wyspy, przygody? Wydaje mi się niemoralnym wyróżnić coś „najbardziej”. Ale dla przykładu kilka takich wspomnień to: przeurocze kotwicowiska na Markizach, balet ogromnych płaszczek na Tuamotu, uczynni mieszkańcy Nowej Zelandii i Australii, barwne koralowce na Palau, wysepki Tajlandii, sztorm na Kanale Mozambickim, wszechobecne zwierzęta w Botswanie, wodospady Wiktorii, fosforyzujący ocean na wysokości Gambii, czy bliska łączność dzieci z delfinami. Lata na katamaranie sprawiły, że Noe i Nel znają języki, geografię, są samodzielne. A z czym trudno radzą sobie na lądzie? Dzieci kontynuują naukę w polskich szkołach stacjonarnych. Niestety początkowy entuzjazm do życia w nowym kraju zastąpiła niechęć. Do systemu edukacji, do hipokryzji świata dorosłych, w końcu do wszechobecnej nienawiści – tak bardzo rozpanoszonych w naszym kraju. Dzieci podróżują po Europie w wakacje, odwiedzając swoją mamę w Belgii. Marzą o powrocie do naszego podróżniczego życia. Chcieliby kontynuować naukę w Nowej Zelandii lub Australii, głównie ze względu na sympatycznych i otwartych mieszkańców tych krajów. Czapki z głów przed rodzicami samotnie wychowującymi dzieci w Polsce. Na jachcie pomoc stanowiła dla mnie jego ograniczona powierzchnia, z linką relingu na obwodzie, wyznaczającą wyraźnie limit bezpieczeństwa. Wiatr i morze były moimi sprzymierzeńcami. Nie musiałem teoretyzować. Dzieci nauczyły się respektu i cierpliwości. A na lądzie czyhają rozliczne pułapki w postaci patologii społecznej, niepedagogicznych nauczycieli, babci i dziadków „chcących dobrze”, a przede wszystkim rówieśników, których rodzice zbyt serio zajęli się materialną stroną wychowania dla „dobra dzieci”. Czemu wróciliście? po to, by dzieci miały nowe perspektywy: szkoły, hobby, sprawdzenie uzdolnień itp. Za czym najbardziej tęsknisz? Za jednym: aby tamto życie powróciło! Marzy nam się kontynuacja wspólnego żeglowania, ale również podróży lądowych. Na przeszkodzie stoją głównie finanse, mocno nadwyrężone. Mam nadzieję, że sprzedaż książek pozwoli nam na spełnianie marzeń i da jednocześnie możliwość ciągłego dzielenia się naszymi doświadczeniami z innymi. Czegoś żałujesz? Jedynie, że zatrzymałem naszą podróż. – Nel, Noe i Kazimierz Ludwińscy między wrześniem 2004 r, a sierpniem 2013 r, okrążając Ziemię przepłynęli 45 tys. mil morskich. 12 razy przekraczali Równik. Odwiedzili kilkadziesiąt krajów, kilkaset wysepek, zapieczętowano im po 2 paszporty. Na festiwalu podróżników «Kolosy 2013», Ludwińscy dostali nagrodę główną w kategorii „Podróże”. Za „pokazanie, że wychowywanie dzieci nie musi się wiązać z codziennymi rygorami życia na brzegu”. W marcu br. ukazał się drugi, a w pisaniu trzeci tom książki «Wyspa Szczęśliwych Dzieci» autorstwa ojca rodziny. Cała trójka mieszka obecnie w Szczecinie. Więcej:
rejs ojców z dziećmi